Kategorie
Bez kategorii

Celuję wysoko!

O Maturze Międzynarodowej, zagranicznym stypendium i planach na przyszłość rozmawialiśmy w 2005 roku z Igorem Ostrowskim, absolwentem LO im. Kopernika w Warszawie.

Na swojej maturze zdobył maksymalny wynik – 45 punktów. Skąd czerpał motywację do nauki i czego obawiał się przed wyjazdem do Cambridge? Przeczytajcie!

Czy matura międzynarodowa jest najlepszą drogą na zagraniczne uczelnie? Co się zyskuje, a co traci w programie przygotowującym do matury IB?

Choć nie jest to jedyna możliwa droga, matura IB wiele ułatwia i daje większe szanse na miejsce na którymś z najlepszych uniwersytetów za granicą. Co ważniejsze, sam program nauczania jest o wiele ciekawszy i bardziej elastyczny. Wykształca wszechstronne umiejętności ograniczając do minimum pamięciowe przyswajanie wiedzy. Jako wadę IB można postrzegać to, że nie jest to program uniwersalny i tylko osoby bardzo samodzielne będą potrafiły się w nim odnaleźć. Nauczyciele stosują studencki tryb pracy, a ten wymaga dużej automotywacji. Stąd też powszechna na całym świecie opinia, że klasy IB najlepiej przygotowują do dalszego studiowania. Poza tym uczą bardzo cennej rzeczy – korzystania ze źródeł anglojęzycznych. Mało kto zdaje sobie sprawę, że na wyciągnięcie ręki (m.in. w Internecie i ogólnodostępnych bibliotekach) może znaleźć materiały nieporównanie obszerniejsze i bardziej aktualne, niż te dostępne w języku polskim.

Czy swój sukces zawdzięczasz w dużej mierze klasie IB?

Oj, tak, zdecydowanie. Program IB miał na mnie ogromny wpływ: na mój charakter, na organizację i tryb pracy. Wykształcił we mnie niezależność. Nawet gdy na początku ktoś przyszedł do naszej klasy z pasywnym nastawieniem, to potem szybko dochodził do wniosku, że w ten sposób daleko nie zajdzie, że musi sam być tą aktywną stroną, zabiegać o wiedzę, że najpierw musi chcieć.

Jak mocno chciałeś chcieć? Skąd ta motywacja? Jak się nią zarazić?

Prawdziwa motywacja zrodziła się, gdy po rozmowie kwalifikacyjnej w Cambridge powiedziano mi: przyjmiemy cię, jeśli dostaniesz 41 punktów z matury IB. Zrozumiałem, że celuję wysoko, że 41 punktów nie zdarza się często. Dlatego musiałem przyjąć plan maksimum. Wiedziałem, że gdzieś może mi się powinąć noga, że mogę mieć pecha, dlatego pracowałem na 45/45 punktów. I udało się. To w jakimś stopniu także szczęście.

Czyli o Cambridge marzyłeś dużo wcześniej?

Tak, właściwie nie miałem innego wyjścia, gdyż na Cambridge i Oxford zgłoszenia trzeba wysłać w październiku na rok przed zamierzonymi studiami. W grudniu prawie wszystkich kandydatów zaprasza się na rozmowę kwalifikacyjną, na której odpada zdecydowana większość. Następnym etapem jest spełnienie przyznanej „conditional offer” – uzyskanie na maturze określonej liczby punktów, która gwarantuje miejsce na uniwersytecie. Ale takich „ofert” jest tylko 20% więcej niż miejsc. Dlatego gdy otrzymałem jedną z nich, pojawiła się tak ogromna motywacja.

Jak rozeznać się we wszystkich systemach stypendialnych, gdzie szukać informacji?

O tym rzeczywiście warto wspomnieć, gdyż polscy uczniowie zazwyczaj już na początku sami przekreślają swoje szanse ze względu na sprawy finansowe. Mało osób zdaje sobie sprawę, że po akcesji do Unii studia za granicą są dostępne prawie dla każdego. Jeszcze dwa lata temu studenci z Polski za rok studiów płacili co najmniej 10 tys. funtów, na medycynie nawet 20 tys. funtów. Dziś niezależnie od kierunku Polacy płacą nie więcej niż 1150 funtów za rok studiów (dokładnie tyle, co Brytyjczycy). Dodatkowo, po wysłaniu odpowiedniego formularza i zeznania finansowego rodziców kwota ta jest odpowiednio zmniejszana proporcjonalnie do zarobków, na poziomie polskiej płacy średniej nie płaci się już nic.

No tak, ale najdroższe jest samo utrzymanie.

To prawda, ale przecież można legalnie pracować w trakcie studiów. Tylko Oxford i Cambridge nie pozwalają na to swoim studentom, bo uważają, że na tak wymagających studiach nie ma na to czasu. Są za to bardzo długie wakacje, w trakcie których można zarobić na utrzymanie przez resztę roku. Ja planuję pracować w Polsce, choć w Wielkiej Brytanii mógłbym oczywiście liczyć na sporo wyższe wynagrodzenie. W tym przypadku stypendium pozwoli mi spędzić więcej czasu w domu, a mniej martwić się o pieniądze.

No właśnie, o tym stypendium nic nie powiedziałeś. Co zrobić, żeby nie płacić za studia nawet złamanego grosza tak jak ty?

(śmiech) Nie powiedziałem, bo w Anglii, w przeciwieństwie do USA, to nie jest typowa droga. Cambridge jest jednym z najbogatszych uniwersytetów w Wielkiej Brytanii i jako jeden z niewielu przyznaje wysokie stypendia, ale jest ich bardzo mało. Ja dostałem jedno z trzech przygotowanych dla studentów z Europy Wschodniej. Aby je otrzymać, nie trzeba było nawet wypełniać żadnego formularza, Cambridge przyznaje je na podstawie rozmowy kwalifikacyjnej na studia. Ja starałem się tylko o przyjęcie na uniwersytet, o żadnym stypendium nawet wtedy nie marzyłem. Dużym zaskoczeniem było, gdy tydzień po otrzymaniu „conditional offer” na 41 punktów z matury, z kolejnego listu dowiedziałem się, że pod tym samym warunkiem otrzymam też pełne stypendium.

Twoje obawy związane ze studiami w Wielkiej Brytanii…?

Na początku rzeczywiście trochę ich było, martwiłem się przede wszystkim, że będę musiał zostawić w Polsce dom, rodzinę i znajomych. To zmieniało się stopniowo, gdy dowiadywałem się coraz więcej o tym, jak naprawdę wyglądają studia w Anglii. Z jednej strony utwierdziłem się w przekonaniu, że jest dla czego i warto się poświęcać, z drugiej okazało się, że to poświęcenie nie musi być wcale aż tak duże. Wszelkich obaw pozbyłem się, kiedy wiedziałem już, że będzie to Cambridge. Studenci tzw. Oxbridge (czyli Oxfordu i Cambridge) cieszą się najdłuższymi wakacjami na świecie – rok akademicki to u nas tylko trzy trymestry po osiem tygodni, czyli de facto mniej niż pół roku kalendarzowego. Resztę można spędzać w domu, oczywiście starając się przebrnąć przez stos książek i gigantyczną pracę domową. Ale długiego rozstania z bliskimi nie trzeba się obawiać, dla mnie każdy trymestr na studiach będzie trwał zaledwie dwa tygodnie dłużej niż jeden z rejsów żeglarskich, w które popłynąłem w drugiej klasie liceum.

Czy po studiach planujesz wrócić do Polski?

Tak, docelowo bardzo chciałbym tu wrócić i pracować. Jednak na pewno nie wcześniej niż za sześć, może siedem lat. Po zrobieniu licencjata na Cambridge planuję studia magisterskie w USA, tak aby nie zasiedzieć się zbyt długo w jednym miejscu.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę!
Rozmawiała:
Weronika Mliczewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *